Wywiad jest częścią
projektu „Co ci w duszy gra?”. Właściwie, nawiązując do twojego cyklu
komiksowego powinnam zapytać: co w babie szumi?
Ha,
ha. Tak, „O czym szumią baby” tak się nazywa cykl.
Gdybyś miała wyciągnąć
„esencję” z Iwony Siwek-Front i przygotować tabletkę Iwona Siwek-Front, to co
tam w tej esencji by było?
Tableteczka?
Nowy narkotyk o nazwie ISF. Iwona Science Face na przykład. Na pewno ten
wynalazek nieźle by kręcił . Skład chemiczny: szczęśliwy, swojski burżuj neodadaista.
Czym jest szczęście dla
neodadaisty?
Neodadaista
szukający nowych przygód na mieście…Ha, ha… Dadaizm, rodzaj abstrakcji, przypadkowości, zjawisk niezwiązanych ze
sobą… Jak już pisałam kiedyś, patrzę na
otoczenie i zbieram śmieci. Potem
przenoszę tematy na papier, rysuję.
To jest moje największe szczęście - możliwość robienia tego co kocham.
Gdyby ktoś pozbawił mnie piórnika i szkicowników pozbawiłby mnie życia. Pisaki i szkicowniki mam przy sobie zawsze,
czy idę z koszem do święcenia czy z torebeczką do filharmonii czy do wc w
knajpie. Zawsze można coś ciekawego przyuważyć i zanotować. Podstawą szczęścia jest też prawda. Jeśli
twórca nie tworzy z prawdy, to jest nieszczery w tym co robi, coś tam knuje
chcąc być modny, miota się by nadążać za sforą. Takie poczynania zawsze będą sztuczne, martwe albo krótkotrwałe .
Takie są moje odczucia. Istnieją
artyści, którzy akurat dobrze się czują w tej sztuczności czy w uprawianym
spryciarstwie i podążają szlakiem pielgrzymkowym zatracając osobowość.
Cyrkowcy potrafią utrzymać się na linie...ale nic więcej.
Czyli sztuka ma bardzo dużo
wspólnego ze szczęściem.
Szczęście, to produkt szczerości wobec samych
siebie za tym idzie spokój wewnętrzny, wiadomo.
Wspomniałam, że zbieram do szkicownika zjawiska, detale, które mnie otaczają.
Moja pożywka, to ludzie, cała ta miejska socjologia. Uwielbiam w niej tkwić,
patrzeć na osobowości, tłumek, rozkminiać charaktery, podsłuchiwać (fuj). Z
miejsko-ludzkich zjawisk buduję swoje wizje. Tak jak Kurt Schwitters budował
kiedyś swój świat w jaskiniach konstruowanych ze śmieci, tak ja
podobnie buduję swój świat tyle, że ze nieco innych śmieci. To szczęście, kiedy jestem w swoim
socjologicznym żywiole.. Przeszkadza mi jedynie wszechobecne chamstwo,
cwaniactwo, zachłanność, i brak szacunku
do człowieka, zwłaszcza do tego co robi/tworzy. Nienawidzę obłudy,
kołtuństwa…Cenię bardzo wartość człowieka, a nie zwracam uwagi na jego bzdurne
potknięcia. Sama popełniam mnóstwo gaf,
cierpię potem okrutnie, czekając na
społeczny werdykt kar i ostracyzm…Ale
nawet takie beznadziejne sytuacje są mi potrzebne. Wtedy dużo piszę, rysuję -
ilustruję własną nieudolność. [autoterapia]?
Te rysunki tworzą potem dość oryginalny pamiętnik, taki komiks.
A co kochasz?
Co
kocham? Simon Pegg w filmie "Jak
stracić przyjaciół i zrazić do siebie ludzi" powiedział: „Jestem
inspiracją dla samego siebie” pod tym
się podpisuję. Siebie kocham. Ha, ha.
Nie, no żartuję. Co kocham? Wszystko. Należę do klubu ludzi zadowolonych.
Najważniejsze jest, dobrze zacząć dzień.
Budzisz się i widzisz swoich najbliższych, zaparzasz kawę, patrzysz na ulubione dzieła sztuki na ścianach, a potem przez okno na miły
świat. Mam ten luksus. Mam spokój, nic mną nie szarpie. Luksus to też
przekornie skromność, minimalizm. Otaczanie się tym co naprawdę cieszy a nie
tym co musi się posiadać. Nie przywiązuję wagi do drogich domowych gratów,
sprzętów, miejsc zamieszkania, to są bzdury. Nie mam w domu nawet kwiatków.. To
jakieś niewolnictwo. Jedynym odstępstwem jest
moja nieduża szafa, w której wiszą baardzo dobre ubrania - bo lubię o
siebie dbać i dobrze wyglądać. Ważny jest człowiek, to jemu ma wszystko służyć
a nie odwrotnie. Każdy ma swoje potrzeby, ale powinny to być własne szczere
potrzeby, a nie narzucone przez
presję środowiska czy przez media. Po prostu tu jest ta granica, gdzie
naprawdę jest twój osobisty luksus, który buduje Twoje szczęście, bo prowokuje
cię do miłych nastrojów, a gdzie jest ta sztuczność, czyli źródło pesymizmu.
Dlaczego jesteś
szczęściarzem?
Po
pierwsze wykonuję swój zawód. Jestem rysownikiem, malarzem, komiksiarzem,
tworzę filmy animowane. Sama to sobie organizuję. Mam piękną, przestrzenną
pracownię w centrum Krakowa, parę kroków od Rynku… Niektórzy mylą karierę ze
szczęściem i ciągle gdzieś gonią, walczą o prestiż i nigdy nie mają czasu…koszmar!
To prawda.
U
mnie wszystko odbywa się spontanicznie i
szczerze. Nawet wtedy gdy nagle zmieniam zdanie i wprowadzam wszelkie
korekty. Szczerość prowokatorem
szczęścia i optymizmu. Człowiek wyrachowany, który kalkuluje co ma powiedzieć, żeby czegoś nie stracić,
albo żeby przypadkiem czymś nie podpaść, to jest człowiek, nieszczery . On się
ciągle czegoś boi , sam siebie się boi, kombinuje, coś ukrywa . Nie znoszę tego kołtuństwa w ludziach, tego
wyrachowania, i ponad wszystko nienawidzę niedomówień...o matko! Niekiedy w mediach wypowiada się niby barwna postać ale sprzedaje te swoją szczerość,
wyłącznie dla pijaru i to jest
bardziej „szczerość pokazowa”:
wywlekanie z prywatności wszelkiego
świństwa i tajemnic ,
gawędzenie o życiu seksualnym, o
swoich problemach z alkoholem… Ale to jest powierzchowna szczerość, bo to jest
szczerość pod publikę, do sprzedaży. Na temat własnych wewnętrznych
przeżyć, jeśli człowiek nie ma głębi, ciężko jest coś powiedzieć..
Spełnienie zawodowe,
spontaniczność i szczerość, co jeszcze czyni z Ciebie szczęściarza?
Mam
kapitalną rodzinę, na której się mogę oprzeć. Rozumieją moją osobowość i
wrażliwość. Czasem bywają aż nadto
tolerancyjni. Mam świetną córkę, która jest
moją przyjaciółką i super męża
(wykładowca na ASP)… To już
stawia mnie w pozycji szczęściarza. Mało tego: jeżdżę sobie po świecie,
wystawiam prace to tu, to tam. To takie
cenne kiedy ktoś szanuje artystę i zaprasza. Bywam też często w Wenecji, gdzie
mam uroczych włoskich przyjaciół. Pijemy wino jak wariaci i nigdy nie możemy
się nagadać! Bywa czasami, że noga mi się podwinie w życiu. Wtedy dopada mnie
przerażenie, że już gorzej być nie może. Ale w końcu się okazuje, że to jest
zaprogramowany przez gwiazdy splot
wydarzeń. Spadam jakoś na cztery łapy i jeszcze mam z tego korzyści. I jest mi jeszcze lepiej.
Właściwie odpowiedziałaś na
następne pytanie. Czym są dla Ciebie porażki?
Porażki,
no porażki! Boże! Niezłe wnioski można z nich wyciągnąć. Oby tylko nie przeszły
w nawyk.. Aby dobrze wykorzystać
porażki trzeba być silnym, nie poddawać
się być odpornym na tzw środowisko,
czyli trzeba być sobą. Tak jak, wiesz, w twórczości jestem sobą. Po tylu latach
pracy artystycznej - naprawdę nie wstydzę się tego powiedzieć , bo znudziło mi się być skromną -- jestem artystą z całkiem niezłym dorobkiem . Moje
prace są rozpoznawalne i to na „drugim końcu świata”, o czym się przekonałam..
O nic nie zabiegam, nie przepycham się łokciami, nie walczę za wszelką cenę. Nawet z założenia nie biorę
udziału w konkursach, i z lenistwa, i z przekory. Nie przepadam za
konkursową rywalizacją bo sztuka to nie
zawody sportowe. Czas poświęcam na
zdobywanie wiedzy. Swoją energię i moce
wolałam skierować kilka lat temu
na zrobienie doktoratu. To była dla
mnie wygrana, pozakonkursowa.
Jakie są Twoje sposoby na
zachowanie pogody ducha?
Św.
Mikołaj przyniósł mi w tym roku prezent: wypasiony szkicownik i ulubione
pisaki Przyczepił taką fajną karteczkę do tego: „Iwusiu ty rysuj i maluj i nie
przejmuj się pierdołami”. Święty Mikołaj
przyniósł też frytkownicę. Myślę,
że należy kompletnie wyluzować i naprawdę się nie przejmować pierdołami. Na
szczęście jest recepta, tak jak na dobrą zabawę. Jak sobie sama nie
zorganizujesz wokół siebie fajnego towarzystwa do dobrej zabawy, to ci nikt
tego nie zorganizuje. Bo nikt się za ciebie bawił nie będzie. Poza tym nad
szczęściem trzeba sobie popracować. Być szczęściarzem okazuje się ciężką pracą.
To jest wyplatanie całej siatki różnych sytuacji. .
Czyli szczęście to proces.
A czym jest dla ciebie sukces?
Tym,
co mam. Jestem szczęśliwym człowiekiem po prostu i to jest sukces. Ale cały
czas mam przy tym wszystkim wysoko ustawioną poprzeczkę. To nie jest tak, że
siadam na laurach, że już to co mam wystarczy. Nie. Cały czas poprzeczka wysoko
nade mną wisi. Mam mnóstwo wymagań wobec
siebie. Chcę po sobie pozostawić jak najwięcej.
Nad czym teraz pracujesz?
Nad
serią obrazów z marszami. Ludzie teraz protestują, maszerują, strajkują. Są niezadowoleni,
pokazują żal do systemu. Powtórka z rozrywki. Mój ojciec w latach 80-tych
stworzył dzieła o podobnej tematyce. Ja
chcę zarejestrować rok 2011/12, ale z pewnym takim figlem, bo przy pomocy
mojego kolegi grafficiarza, który robi szablony na ściany, umieszcza je w
nielegalnych miejscach, oczywiście. Przenoszenie języka ulicy na płótno to mój
ulubiony zabieg.
Gdybyś miała możliwość
podróży wehikułem to gdzie byś pojechała?
Do
czasów Majów i Azteków.
Ha, ha. Żeby sprawdzić, co
z tym końcem świata?
Jaki
koniec świata?! Nie dość, że kryzys, to jeszcze koniec świata. Pierdu, pierdu.
Nie dajmy się zwariować. Po prostu moim wielkim marzeniem jest wyjazd do
Meksyku. A marzenia to nic innego jak
cel w życiu. Dużo osób się pyta oglądając moje prace w pracowni, czy byłam w
Meksyku i czy mnie interesuje kultura Majów, Azteków. Chodzi mi o intensywność koloru, o gwar na
ulicach, takie śmiałe zestawienia barw, czy w przyrodzie czy w codziennym życiu
ludzi. . Popatrz na moje obrazy, jakie
one są kolorowe. Tu się wszyscy bawią, żyją.
Baba pije nawet ze swoim psem, bo już jej tak dobrze jest.
W dadaizm jest wpisany
element przypadkowości… Wierzysz w przypadki?
Jasne,
oczywiście, że tak! Marzę, żeby mieć jak najwięcej przypadków w życiu. Przypadkowość to niezła zabawa! Popatrz ilu
przypadkowych ludzi czasami spotkasz, nie ma takiego drugiego
prawdopodobieństwa, że się taka sytuacja powtórzy. Nie ma. Nidy w życiu tacy
sami ludzie o tej samej porze nie będą już ze sobą. Nie, bo nie ma takiej
możliwości.
To jest niepowtarzalność.
No
właśnie. W związku z tym przypadek to jest też sytuacja niepowtarzalna.
Przypadek, że kogoś spotkasz, przypadek że ci się przytrafi coś fajnego,
miłego, w ciągu dnia. Tak jak na szczęście podobnie na przypadek też musisz
sobie zapracować. Jeżeli usiądziesz w domu i zaczniesz narzekać, będziesz miała
dość wszystkiego, nigdzie nie wyjdziesz, nie zaczniesz działać, to żaden
przypadek cię nie spotka. Trzeba być aktywnym. Zauważyłam, że większość
pesymistów, to takie mruki. Nieustannie narzekają wydłubując ciemne strony
życia. Tak jak we wspomnianym,
dadaizmie, musisz cały czas coś zbierać, polować na uliczne gadżety,
patrzeć, mieć oczy wyczulone „przypadek”, czy to jest
napis na rynnie, czy to jest ciekawy człowiek.
Nawet jak się schlejesz w barze z kimś przypadkowym, co się okaże że
właśnie ten człowiek w przyszłości ma wpływ na to, co robisz, To jest cała
siatka działań, rachunek
nieprawdopodobieństwa. To jest właśnie mój neodadaizm . Dada uwielbiam. To była
szczera sztuka. Tam nie było naciągania widza,
nie było jakiejś ideologii. Po prostu : znalezione – pokazane.
Ideologii w ogóle tam nie
było.
No
właśnie.
Tu chodziło o to, żeby od
tego odpaść.
To
sztuka śmiecia. Garbage art. Taki we wczesnej fazie. Objet trouvé znaleziony
przedmiot, ready made i już.
Czyli można powiedzieć, że
inspiruje cię przypadek, którego ubierasz w sens, nadajesz mu kontekst poprzez
sztukę. I wtedy on już nie jest przypadkiem. Może to nie przypadkowość, tylko
Twoja uważność, wrażliwość artysty?
Usłyszany w barze tekst, opowieść taksówkarza,
znajomy, który pozdrowi mnie z ulicy, czy kiedy stoję na balkonie pracownianym, podsłuchane strzępy rozmowy
nieznajomego w tramwaju, wszystko to wrzucam do mojego „śmietnika”. Potem na
rysunek, komiks. Później powstaje obraz, który jest poważniejszym efektem grzebania w„śmietniku”.
Co neodadaistka ISF
chciałaby mieć napisane na nagrobku?
Tu
ma swój kąt Iwona Siwek-Front. Data, godzina, temperatura za oknem w momencie
zgonu. Wszystko traktuję jako dokument.
Czy jest takie pytanie,
które stawiasz sobie co jakiś czas idąc przez życie?
Czy
nie tracę niepotrzebnie czasu. Bo zdaje sobie sprawę że przepierzyłam tego
czasu mnóstwo na nic i kupę czasu straciłam na niepotrzebnych ludzi.
Do jakiego zwierzęcia byś
się porównała i dlaczego?
Jestem
zodiakalnym baranem i coś w tym jest. Jak się rozpędzę, to z impetem uderzam o
wrota…
Baran chuligan.
Baran
chuligan. Okazuje się, że nie trzeba walić łbem , bo drzwi są otwarte. Można
normalnie wejść. Ale jak już w te wrota
walę, umęczę się jak cholera, i wchodzę
to okazuje się, że w środku goście piją najlepszą whisky świata i, że
jest impreza. Budzę się po imprezie
skacowana, a tu trzeba wracać do pracy,
złoszczę się wtedy, że straciłam kupę czasu… Uparty baran - taran, ale taki
dobrotliwy głupek, wiesz, sporadyczny kretyn.
No ale jak artysta ma być ,
poukładany, grzeczniutki ? Artysta jest barwnym typem...i bywa nieobliczalny w
zetknięciu z nobliwą tkanką mieszczańską. Oj, nabroiłam ostatnio...
Ważne żeby w sobie zachować
takie wewnętrzne dziecko, nie w sensie niedojrzałości emocjonalnej, ale
świeżości spojrzenia, zachwytu nad światem. Czy się buntujesz? A może etap
buntu masz za sobą?
Ciągle
mi się wydaje, że wszystko mi wolno, że dalej jestem „zaraz po studiach” i
mogę uprawiać chuligaństwo bez
ponoszenia konsekwencji, że wszystko mi wypada uczynić bo inni i tak wybaczą
jak dziecku. Z resztą ja nigdy nie wydorośleję, nie ma takiej możliwości. Nie
potrafię się też podporządkować, poddać fali. Z natury buntuję się przeciwko
paskudnej przeciętności, bylejakości czyli temu co zbytnio opanowało nasze
życie. Nie mogę znieść powierzchowności i ignorancji. Do tego jestem
perfekcjonistką i pracusiem. Nie podpiszę się pod dziełem zrobionym na
„odp...się”. Obecni artyści buntownicy,
wyuzdani do granic możliwości, obnażający człowieka, oblicze śmierci, itd,
łatwo popisują się modną teraz wulgarnością , a przemoc czy sex jest dla
nich powszednim, dyżurnym tematem. Wieje
to nudą i brakiem pomysłów. Ten rodzaj „buntu” stał się już mocno
komercyjny, zwłaszcza , że na podobne
działania można nietrudno znaleźć dofinansowanie i poparcie ze strony
państwowych instytucji. W takim sensie jestem burżujem, bo nie muszę się
buntować na pokaz i odnosić korzyści w
ten sposób.. Robię swoje i trzymam się z daleka od tej płytkiej sztuki..
Co jest ważniejsze
wyobraźnia czy wiedza?
Żyjemy
w czasach, że ważna jest wiedza.
Wyobraźni nie można nabyć tak jak wiedzy. Z wyobraźnią człowiek się rodzi.
A dla Ciebie?
Wyobraźni
to ja mam tyle, że przeżyłaby wybuch jądrowy i uruchomiła nowy gatunek
ludzki. A wiedzy to mi ciągle brakuje. Ciągle się uczę. Mam nieustanne
wrażenie, że za mało wiem, za mało przeczytałam, zobaczyłam. Zrobiłam pracę doktorską, ale nie zaspokoiło
to głodu wiedzy, chęci rozwijania się.
Wiedza to jest też świadomość tego, żeby się nie ograniczać, uczyć się coraz
więcej. Każde nowo poznawane zagadnienie
to już jest element jakiejś wiedzy.
Lubię się też uczyć języków bo uwielbiam gadać.
Czego się teraz uczysz?
Doszkalam
francuski. Mam fajny pretekst - wystawę
w Brukseli prawdopodobnie za parę miesięcy, i brakuje mi tego ogniwa wiedzy.
Mówię swobodnie w kilku językach ale z
francuskim kuleję. Wymyśliłam sobie, że teraz muszę nad tym popracować Chciałabym znać co najmniej dziesięć
języków …We wrześniu wybieram się na
Kilimandżaro…czyli nauka lokalnego narzecza przede mną.
Szczęście na języku Iwony
Siwek-Front. 9 styczeń, data Godz. 15.31, 3 stopnie Celsjusza.
Dziękuję za rozmowę.