Menu

Z balkonu na Wiślnej

notatki

"Mieszanka Krakowska" ..

iwka_sf
http://www.bp-atelier.com/index.php?zacznij_od=0&strona=63

Chuligańska Mieszanka Krakowska
 
 
W Iwonie Siwek-Front odkryłam pokrewną duszę. Lubię niezależne kobiety-chuliganki, które nie przejmują się konwenansami, mówią w oczy, co myślą i nie boją się czasem machnąć kielicha o dwunastej w południe, w knajpce o podejrzanej reputacji - byle w dobrym towarzystwie. Ulubionym miejscem Iwony jest kultowe „Vis-a-vis” przy krakowskim Rynku. To tam, przed wejściem, przy stoliczku przysiadł Piotr Skrzynecki i z dobrotliwym uśmiechem przygląda się niespiesznym przechodniom.
 
Swą wystawę nazwała przewrotnie „Mieszanką krakowską”. Smakuje faktycznie nieźle. Można tam znaleźć elementy karykatury, komiksu, pamiętnika, malarstwa i grafiki. Trochę z żartu Mrożka, szczypta rysunku Georga Grosza, fascynacja codziennym Krakowem, ale przede wszystkim oryginalne koncepcje Iwony. Sama nazywa się neodadaistką. Przywiozła nam do Opola mnóstwo prac. Oprócz ekspozycji na ścianach galerii, wszędzie widać rozrzucone szkicowniki. Gonitwa myśli i wrażeń. Rysunek na rysunku. Iwona łapie wypowiedziane zdania i sytuacje, na które zwykły śmiertelnik nie zwróciłby nawet uwagi. Wyciąga notes i błyskawicznie teleportuje pomysły na papier. Jest świetną obserwatorką – artystką z pazurem psychologicznym, sporym poczuciem humoru i autodystansem.
 
Inspiracje czerpie wprost z życia. Z ulicznego tłumu, kawiarnianego szmeru i telewizyjnej sieczki. W jej pracach nie ma miejsca na egzaltację i kodowania. Porusza tematy tabu, łagodnie drwi z filisterstwa. Dominującym tematem są kobiety, a właściwie dziesiątki bab i dziewczyn uchwyconych podczas kłótni, obgadywania innych, zapijających w barze smutki, znudzonych, czekających na miłość. Traktuje je ze sporą sympatią i przymrużeniem oka.I tylko powtarzający się na obrazach motyw koła przypomina poważnie o mijającym czasie i jego cykliczności.
 
Iwona posługuje się zręczną kreską. Rysunki są uzupełniane licznymi zasłyszanymi cytatami, przemyśleniami autorki. Początkowo sprawiają wrażenie chaotycznych, z natłokiem informacji. W tym szaleństwie jest jednak metoda i porządek. Po chwili plątanina linii układa się w całość. Należy się tylko uważnie wczytać. Część prac tworzy swoisty, niepokorny artystyczny manifest. „Moim zadaniem jest rysować, a nie przejmować się pierdołami”, „Artysto czujny kołtun u bram stoi”, „Artysta powinien być bogaty, a nie obsrany. Powinien mieć autorytet w społeczeństwie, a nie wzbudzać ironię”, „Już samo to, że jesteś artystką wali erotyką…” pisze. Jest też tryptyk „Trzy baby z dołem” powstały w chwilach zwątpienia, i ciekawy cykl „Neurony miejskie”. Wszystko to świeże i szczere. Powstałe pod wpływem impulsu. Kreska Iwony szaleje spontanicznie po papierze i nie powiela wyświechtanych pomysłów. Zero nudy.
 
Przegryzam czekoladki z firmy „Wawel” i czytam dalej, tym razem podsłuchane rubaszne frazy. „Twoje uda czynią cuda”, „Sex z tłustą babą…Tęsknię…Ale ona nie chce…”. Cytowanie zajęłoby mi kilka stron. Koniec. To trzeba po prostu zobaczyć. Galeria na Pasiecznej, nie mniej już kultowa niż krakowskie „Vis-a-vis”, zaprasza.
 
A ja obiecuję, że niedługo pojawię się w Krakowie. I pogadamy z Iwoną przy butelce zadziornego wina. Pewnie niejednej.
 
Ola Lubczyńska
olaluba@wp.pl
 

© Z balkonu na Wiślnej
Blox.pl najciekawsze blogi w sieci